Odciąć przeszłość

Odciąć przeszłość

Przeszukuję komputer w nadziei, że znajdę coś jeszcze czego usunięcie spowoduje odcięcie.

Po kilka razy kopiowały się z telefonu dawne foldery. W śród zdjęć dostrzegam swoją buzie 20 lat młodszą. Spostrzegam dawne miejsca, pracę, przyjaźnie.

Nagle ciszę przerywa głos. Ten głos, który kocham najmocniej ze wszystkich głosów, który mi mówi „zjedz i idź spać”

Jakie to trafione, przecież jest środek nocy a ja dziś zjadłam tylko śniadanie. Nawet z zaświatów, kochana Babcia przywraca mnie do porządku.

Szukam dalej, kasuje dalej. Choć oczy wypełniły już łzy, mam przecież plan … odciąć się od resztek przeszłości.

Kolejne zdjęcie, kolejny film, kolejni ludzie. Wciąż mam co kasować, choć tyle już skasowałam przez te lata.

I nagle widzę ją. Tak małą jak małe bywają figi. A potem jej mamę, karmiącą resztę swoich szczeniąt. Jeszcze w norce wydłubanej w rozciętej rampie. I ta moja dokumentacja z czasów budowy, przecinana zdjęciami szczeniąt, głupola i ich mamy. Po spojrzeniu ją poznaje. Zadziorne i zbujowate oczka patrzą na mnie. A potem już nie ma zdjęć bez niej. Odkąd widzę ją pierwszy raz jest niemal zawsze. Nad morzem, u cioci, w aucie, na parapecie, nawet w pracy. Bo taka była ta przyjaźń. Od pierwszej chwili, jeszcze w brzuszku tej ledwie przybyłej znajdki. Znowu ryczę. Kocham jak bym wczoraj trzymała to bezbronne szczenię na rękach pierwszy raz. To była miłość od pierwszego spojrzenia.

Ledwie straciłam podeszłą w latach  Nusie, pojawiła się maleńka Figusia i swoją miłością ukochała każdą łzę. I tak płaczę to za tą buzią bez zmarszczek, to za tymi pieskami, których już nie ma. Wreszcie za Babcią, za którą tęsknie tak nie miłosiernie a teraz bardziej niż zwykle, bo przecież znów Ją widze, znów słyszę Jej głos. Tak strasznie chce znów tam być. Siedzieć wieczorem na lepce, śmiać się z własnego chrzestnego i patrzeć jak krząta się po kuchni moja miłość największa.

Gdybym mogła cofnąć czas, wiedząc jakie to życie będzie…

Wtedy dociera do mnie, że nic bym nie zmieniła.

Bo gdybym cofnęla ten cholerny czas, to tego pierwszego błędu o czym tak marze to…

To nie było by tych wszystkich filmików na których tak cudownie brzmi mój śmiech.

Nie było by tej znajdki, która rodzi mi te urocze szczeniaki a w śród nich – ją – Moją Ukochaną Figusie. Nie było by Fifiego, który jeszcze rok temu irytował ćwierkaniem. Nie było by Toffiego, który choć nie ma nic wspólnego z tamtym etapem to jednak z tamtego etapu znałam drogę po Niego.

Wreszcie gdybym nie zaciagneła pierwszego kredytu nie było by kolejnego, który wzięłam na zakup ukochanego opla. Tego opla, który patrzył na morze gdy ja podpisywałam umowę o prace, tego opla w którym spełniłam marzenie o spacerze z psem po plaży. Tego opla, którym co piątek jeździłam do ukochanej Babci.

Tu dochodzimy do puenty…

Gdybym odcięła się od przeszłości musiała bym pożegnać także te wszystkie inne wspomnienia. Odciąć także te fragmenty tamtej przeszłości, które dziś czynią mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Te wspomnienia dla których chciała bym by było wczoraj nie dziś.

Ta śliczna Basia dziś pyta mnie czy na pewno chce z tego rezygnować.

 

Wydaje nam się, że przeszłość to dramat od którego należy się odcinać.

Tym czasem przeszłość to znacznie więcej niż wspomnienie jednego błędu.

W rzeczywistości, to był tylko jeden błąd, jeden zły człowiek, który położył się cieniem na zupełnie innej historii.

Po latach sprzątania pewnego bałaganu dotarło do mnie że w rzeczywistości jest tylko małym kamyczkiem rzucającym wielki cień.  

Można się odciąć od przeszłości. Ten medal ma jednak i drugą stronę. Przeszłość to wszystko co było, nie tylko kamyczek w bucie, czy przecinek w zdaniu. Gdyby nie tamte decyzje nie było by tamtych błędów ale i nie było by tamtych wspomnień.

Nie zależnie jak bardzo będę chciała uciec, to i tak zawsze wrócę. Bo zawsze będę 3 właścicielką opelka, pierwszą i jedyną pańcią Figusi Toffinka, Nusi, Fifiego, Dususia, uroczej Koli. A przede wszystkim zawsze będę chciała być tą, którą byłam i jestem… pierwszą wnuczką Babci, tą jedyną która odkąd sama wsiadła do swojego pierwszego autka niemal w każdy weekend jechała do ukochanej Babci.

Odciąć się od przeszłości… nie ja nie chce się odcinać od przeszłości. Ja chce czegoś znacznie gorszego…. Ja chce wrócić tam gdzie byłam naprawdę szczęśliwa. Chce znów pojechać ukochanym Opelkiem, razem z moją Figusią, Nusią a teraz i Toffinkiem, którego nie poznała. Chcę zjeść te cholerną kolacje, napić się ciepłego mleka, ucałować ukochane czoło na dobranoc i zasnąć w pod stanowczo za dużą pierzyną. Właśnie tą pierzyną, do której własnoręcznie skubała pióra, spracowanymi rękoma. W tej babcinej piżamie, w tym domu na odludziu. Tego chce znacznie bardziej niż nie popełnić pewnego błędu.  Rzecz w tym, że na moje tam a nawet tu, rzuca się cieniem błąd numer 3.

Czy jednak mogła bym tego doświadczyć gdyby nie ten cholerny błąd numer 3…

Właśnie… chyba nie…

A zatem żadna to cena, którą dziś płacę. To co zyskałam dzięki tamtemu błędowi jest było i zawsze będzie znacznie cenniejsze niż to co pozornie przez niego straciłam.

 

Ściskam Was mocno

Dziś bardziej spłakana Zora.

Może jednak spróbuję coś zjeść i pójdę spać, jak Babciunia radzi.


Komentarze